czwartek, 23 maja 2013

In vino veritas

Nigdy nie byłam fanką win musujących, więc propozycję degustacji wina BURNARJ przyjęłam z rezerwą. Decydująca okazała się informacja, że jest ono wytwarzane z andaluzyjskich pomarańczy. Pomyślałam sobie: dojrzewające pod słońcem Hiszpanii owoce i buzujące bąbelki – może to ciekawe połączenie? Szczególnie, gdy jak u mnie w Bieszczadach 17 stopni Celsjusza za oknem. Jestem wzrokowcem, więc w pierwszej kolejności lustracji poddana została butelka. Zachwyca prostotą i nieprzekombinowaną, minimalistyczną etykietą. Jednak największym atutem wina jest jego niesamowity zapach. Ma się wrażenie unoszącego nad kieliszkiem aromatu świeżo wyciskanego soku z pomarańczy. Do tego należy dorzucić cierpko-słodkawy posmak i ładny kolor. Wino określiłabym jako lekkie i orzeźwiające. Myślę, że może stanowić świetne uzupełnienie dobrego deseru. A bąbelki mają na tyle delikatną strukturę, że nie są przesadnie „agresywne”, czego szczerze nie znoszę w tego typu trunkach.  Chętnie sięgnęłabym po pozostałe propozycje BURNARJ, jako że wino dostępne jest w trzech rodzajach: BRUT (wytrawne), BRUT  NATURE (wytrawne bez dodatku cukru), SEMISECO (półwytrawne). Polecam i dodaję do listy ulubionych „babskich” alkoholi (obok wina śliwkowego Kyoto Plum i niedawno odkrytego wina z granatów Mogen David). 

 









 

 



3 komentarze:

  1. Jak przeczytałam, ze robione jest z andaluzyjskich pomarańczy to już kończyć nie musiałam. Brzmi zachęcająco:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Właśnie te pomarańcze mnie skusiły.

      Usuń
  2. Mogen David pomegranat jest pyszne, a już jestem ciekawa tego Burnarj.

    OdpowiedzUsuń